Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Strona 83
Mówiliśmy lat poprzednich, ile dla rozwiązania spójni kraju, powynajdywano w łonie Polski odrębnych narodowości, dzieląc ludność Królestwa na Mazurów, Rusinów, Litwinów, Niemców, Żydów, i tyleż oddzielnych tworząc instytucji dla wychowania; podział ten chwilowo przyjęty, służył za przejście do zmoskwiczenia wszystkich zarówno.
Wydano stosowną do tego mappę etnograficzną (już nie po raz pierwszy, gdyż podobna ukazała się była w r. 1863.) oznaczając na niej stosunek ludności polskiej wedle fantazji i potrzeby. Gdyby ze ścisłością największą skreślono uczciwie podobną mappę całego państwa, okazałoby się, że wielkorosyjski żywioł, obliczany zwykle na trzydzieści trzy miljony, wyróżniając go ściśle, nie doszedłby ani dwóch trzecich tej cyfry, i że w państwie złożonym ze siedmdziesięciu jest w mniejszości.
Nic to zresztą nie dowodzi w Polsce, boć i we Francji dziś jeszcze dałyby się poodznaczać oddzielne plemiona, które przecież całość najpiękniejszą w świecie stanowią. Ale w Polsce i we Francji łącznikiem ludzi i prowincji była miłość, a w Mo skwie ucisk i przemoc, które skupiają a nie jednoczą.
Królestwu Polskiemu próbowano nawet odjąć jego imię. Chociaż rząd z pewnych jeszcze względów zatrzymał tytuł króla polskiego (mimo zapewnień dzienników, że Polska nie istnieje) gorliwsi koryfeusze, komitet urządzający, gazety i broszury z pewnym uporem usiłowały wprowadzić nazwę nową kraju nadwiślańskiego. Zjawiła się już na próbę w pismach urzędowych, ukazywała się i nikła. W tytule cesarskim dotąd wszakże tytuł króla polskiego pozostał z obawy może, aby go kto inny nie przyjął a z nim idealnych praw do niego przywiązanych. Głos i inne pisma moskiewskie wymógłszy starcie orłów polskich z urzędowych pieczęci, pozazdrościły nawet warszawskiej Syrenie miecza, który trzyma w dłoni. Chciano go jej wyrwać, ażeby walk i bojów nie przypominał. — Co za śmieszność!
We wszystkiem tak usiłowano zniszczyć pamięć przeszłości i zetrzeć jej znamiona; nakazać zapomnienie, zabić długo powtarzające się echa wieków ubiegłych.
To dobijanie gwałtowne, namiętne, pospieszne widzimy wszędzie. — Często żądza przechodzi siłę, myśl okazuje się niewykonalną; to znowu dzienn karstwo na dany znak zgodnie powołuje rząd do jakiegoś śmiałego kroku, a po przygotowawczej jego wrzawie, natychmiast następuje rozporządzenie stanowcze.