Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Zobacz też:
Strona 7
Ani kamienie wszakże, lecące z Przeglądu polskiego, ani cuchnące błoto Narodówki nie boli dla dobrej sprawy; naraża się na nie z ochotą, choćby na chwilę miały pierwsze ranić, a drugie powalać. Nie może to skłonić do pobłażania złemu i poślubienia fałszu. A fałszem dziś byłoby powiedzieć Polsce, że stoi na wysokości swych męczeńskich losów, że do nich dorosła i spełnia to, czego od niej wymaga godność narodu, tradycja jego, obowiązki względem przyszłości.
Cofamy się przed nieprzyjacielem na całej linii, choć w szeregach nie jeden szermierz się odcina... bojowy nasz porządek złamany, a rozsypka widoczna.
Każdy idzie w swoją stronę, jeden w błoto, drugi w las, trzeci w krzaki by w nich bitwę przeleżał, są co toną, i co padają i co giną i co się dają brać w niewolą...
Najgorsza ze wszystkiego że idziemy samopas, że wszelka powaga i karność ustały, że każdy się kieruje jak chce i jak go fantazja prowadzi.
Jednym z symptomów najciekawszych tego stanu dezorganizacji jest, że wodzów nam zabito, żeśmy się pozostałych zaparli, że naród nie ma głów widomych, powag uznanych, niema wcielonej
idei swej i przewodnika... Natomiast mamy tysiące wielkich ludzi, a wiadomo że ludzie wielcy kierować sobą, nie dają i iść pod rozkazy niczyje nie chcą,.
Począwszy od uczniów sekundy, którzy już przerastają rodziców i śmieją się z ich zastarzałych zasad, aż do krytyków feljetonowych, którzy taksamo naukę przedrwiewają, wierząc w jenjalne swe natchnienie; — jesteśmy pożerani przez wielkich ludzi... Społeczność się składa z samych jenjuszów aspirujących do szlifów jeneralskich, brak nam — żołnierzy...
Zarozumiałość i samopaśność jest cechą wieku może, ale z pewnością stygmatem naszej nieszczęśliwej społeczności; jej chorobą. W polityce każdy ma swą ideę, lub zbiera się na urodzenie jej, dla tego z niczyją inną zgodzić się nie może, w sprawach narodowych i społecznych każdy ma swój systemik, a w literaturze każdy ma swe nieuctwo i swego demona, w którego wierzy, resztę ledwie sądząc godną pogardliwego wejrzenia.
Jeżeli co słabości naszej znamieniem, to takie rozproszenie i rozbicie. W chorobliwem ciele, mnożą się wrzody, które także kosztem zdrowia i siły aspirują do samoistności. Nasi wielcy ludzie niema jący siły do czynu, podobni są właśnie do nich, cała ich wielkość w gorączkowem narwaniu i pęknięciu.
www.ew-art.pl