Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Strona 50
II.
Żadna z części składowych dawnej Polski nie została zapomnianą w męczeństwie, ale palma cierpienia należy — Litwie.
Dla czego się na nią szczególniej wysiliła tak zajadle gorliwość ofiarników? — zapewne iż czuła tu ducha polskiego, wszczepionego długiemi laty ślubów najgłębiej, rozrosłego, wkorzenionego i najtrudniejszego do wydarcia. Gdyby nic już za przeszłością Polski nie mówiło, to przyswojenie i zjednoczenie kraju, miłością, i braterstwem, świadczyło by o jej potędze i cnocie.
Cześć to przynosi siostrzycy Litwie, że się na nią wysilać musieli Murawjewy, Kaufmanny, Baranowy, Potapowie; że była i jest teatrem Djoklecjanowego prześladowania wiary, języka, obyczaju, — życia prawie — i że ono jej nie wydarło znamion przeszłości.
Nieustanne powtarzania, że ta Litwa jest krajem odwiecznie moskiewskim, same dowodzą, że nim nigdy nie była; historją zresztą w formie książki i papieru skonfiskować się i spalić, ani sfałszować nie daje.
Nieboszczyk Siemaszko palił już tak unją, są dząc, że z nią sromotną swą apostazją spali, a przecież — stygmat odstępcy przeszedł z nim do grobu.
Kto znał ten kraj niegdyś, dziś Litwy żałobnej nie poznałby może, tak się wszystko powierzchownie zmieniło. Im mniej dotknięto głębi, tem usilniej starano się zetrzeć wyraz oblicza. Wilno św. Kazimierza świeci złocistemi kopułami cerkwi ruskich, gdzie stąpić, spotyka się jakąś zamaskowaną nowo, budowę starą a świętą, w której mieści Moskwa swych popów, żołnierzy lub skrybentów, nagi tłum pożerający kraj.
Wśród tłumu zamilkłego włóczą się postacie, po których twarzach rozzuchwalonych, wejrzeniach szyderskich, bucie dzikiej, poznasz apostołów Katkowa przeznaczonych na odżywienie tu ducha moskiewskiego... Domy pozamykane, cisza... po kościołach, jeszcze nie zabranych, lud się modli, płacze; odarci ze wszystkiego, o chlebie i wodzie, z wiarą w Boga żyją, cierpią, tęsknią — ale ducha wielkiego swych ojców nie tracą.
Napływowy żywioł obcy, który tu tak obficie się ściąga, wydziela się od domowego. W mieście pełne go ulice, gospody, szynki i kancelarje, ale u stołu rodziny, w ciasnem kółku swoich... Mo skal nie postał.