Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Zobacz też:
Strona 48
Oprócz wyszczególnionych tu wybitniejszych faktów, autor nie mógł a zapewne nie chciał dobadywać się, ile razy tajemne dyplomatyczne rekwizycje wprost domagały się podobnych środków, niejako do nich zmuszały; ile razy działanie Moskwy bezpośrednio na gruncie Prus, z dowoleniem ich się rozciągało...
Wszystko to wpisać należy w rachunek bratniej słowiańskiej miłości Moskali dla nas. Nie ma równie miłującego narodu gotowiby zjeść z miłości. —
 
*** *** ***
W tym roku, jak w poprzedzających, pomimo zupełnej świadomości Europy o czynach rządu moskiewskiego (bo on się swych reform w Polsce i nad baltykiem nie zapiera i nie tai z niemi) — Moskale w wielkiej liczbie, jak zwykle rozsiani po świecie, doznali wszędzie jak najgościnniejszego przyjęcia, — Sympatja dla nich rośnie z dniem każdym; bałwochwalcza cześć dla siły co dzień im więcej jedna zwolenników.
Ludzie nawet bardzo światli, przyzwoici, utalentowani, którzy dostali przypadkiem order świętego Włodzimierza lub jedli wyborny kawior w klubie angielskim w Petersburgu, są tego przekonania, iż Polacy niesłusznie się wcale uskarżają, że to są bruljony i zawalidrogi nieznośne, że Moskwa jest znakomitą potęgą, mającą wielką przyszłość przed sobą, państwem pełnem dziewiczego uroku, a społeczeństwo jej nader miłe i z szykiem.
Th. Gauthier, który pisał tekst do wydania galerji Ermiteżu, Dumas, którego honorificentissine przyjmowali jenerałowie na Kaukazie, mnóstwo literatów, artystów i poetów, którym ruble zasmakowały — są wielkiemi przyjaciółmi Moskali.
Widząc ich w Homburgu, Wiesbadenie, Niccy, w Monaco, na bulwarach paryskich, nie podobna nie pokochać; — wszyscy prawie jeszcze mają pieniądze, są grzeczni, dają chętnie obiady i kolacje, piękne ich panie z zadartemi noskami łatwo robią znajomości poufałe, panowie się rujnują dla loretek, w salonach mówią po francuzku lepiej czasem niż Francuzi!! a liberalni niesłychanie. — Czegóż więcej żądać, lis sont tres comme il fant.A że który ma trochę krwią polską zwalane ręce, trochę rabowanym groszem naszym nałado wane kieszenie, — a! któżby tam na takie drobnostki uważał — u la guerre comme a la guerre.
www.ew-art.pl