Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Strona 33
łupież i rabunki na polu religijnem i cała walka z katolicyzmem do niczego nie prowadzą. — Katolicyzm od wieków jest silnie zorganizowany, ma miljonową armją poświęconych aż do zgonu ludzi, jest patiens, quia aeternus.Od dawna przebywający za granicą Moskale, nawróceni na katolicyzm, O. Gagaryn i Śp. podrzucali rządowi tę myśl upartą, iż katolicyzm należy od polszczyzny odłączyć — nękać narodowość polską a nie tykać katolicyzmu, owszem posłużyć się jego siłą. —
W tym roku nareszcie idea ta przyjętą zostaią i podniesioną najprzód przez organy prasy. Rząd rzuciwszy na wypróbowanie tę myśl, wybadawszy wrażenie, uznał jej praktyczność i wziął się najprzód na Litwie do spełnienia programmu.
Okoliczności też przypadkowej przypisują, wpływ na tę zmianę.
Nie wiemy dokładnie, jak dalece rzucone wieści są prawdziwemi, chodzą wszakże uparte pogłoski o zamiarze wydania córki cara za młodego króla bawarskiego. Podróże tegoroczne cesarzowej zdają się to potwierdzać. Katolicki dom panujący w Bawarji, nie mógłby, jak się zdaje, podać ręki rodzinie prawosławnej w boju zostającej z Rzymem.
W Moskwie znowu bezprzykładnem byłoby nawrócenie którejkolwiek z panującego domu, choć wszystkie księżniczki niemieckie, wchodzące do rodziny tej przez małżeństwa, wiarę swą zmieniać muszą.
Pewne więc zbliżenie się i porozumienie z tego powodu, zdawało się koniecznością. Przygotowywano je najprzód tem orzeczeniem, iż w obrzędy kościoła katolickiego należy w miejsce języka polskiego, używanego dotąd w prowincjach Polsce wydartych, wprowadzić język moskiewski. — Pierwsze próby uczyniono na Litwie nieszczęśliwej, tu znalazł się prałat Niemeksza (ten sam, który z Wilna Wizytki wyprawiał) — ofiarujący swe posługi do tłumaczenia agendy i ksiąg nabożnych.
Dotąd kościół prawosławny lękając się współzawodnictwa katolicyzmu, groźnej jego propagandy, nie śmiał dopuścić ani wykładu religji katolickiej po rosyjsku w szkołach, ani ksiąg w tym języku, ani kazań i traktatów, któreby na lud podziałać mogły.
To poczucie własnej słabości, bardzo usprawiedliwione, ustąpiło przed polityczną koniecznością.
Chęć dobicia żywiołu polskiego i zadania mu stanowczego ciosu, zmusiła nareście mężów stanu (nie wiele zresztą wagi przywiązujących do religji)