Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Zobacz też:
Strona 22
do tak zastraszających znak gangreny przedśmiertnej! Czy ta nasza nieszczęśliwa Polska, której losy są we własnym jej ręku, potrafi się dźwignąć, czy — umrzeć musi?
Tego pytania zadać sobie nawet przed niewielą laty nikt nie śmiał, wymówić je było świętokradztwem, dziś ono stoi dzień i noc przed sumieniem narodu... groźne, straszliwe, nierozwiązane dla poczciwych, dla zepsutych i obojętnych już rozstrzygnięte. Dziś spotykamy czego nigdy jeszcze w Polsce nie bywało, ludzi co w żadną lepszą przyszłość nie wierzą i morituri nie salutant ale saltant!! Cóż robić! żywot krótki!! bodaj resztki przepędzić wesoło...
Brak nam wielkich mężów, choć nie zbywa na wielkich ludzi parafialnych, na wielkich ambicjach bez talentu, na komedjantach poświęcenia, na artystach prześlicznie umiejących mówić o pracy organicznej.
Ale dawniej mieliśmy ludzi poświęcenia cichego, tajemnego, łzawego, pobożnego, co nieśli ostatnią koszulę na ofiarę Ojczyznie — dziś, zdejmują się wprawdzie czasem dla ojczyzny szkarpetki dziurawe, ale z warunkiem, aby sto tysięcy ludzi patrzało na to, a wszystkie dzienniki roztrąbiły ofiarę.
Naród któremu braknie poświęcenia i pracowników dla sprawy ogólnej, jest tym właśnie, którego losy przepowiedział Skarga:
"Gdy okręt tonie, a wiatry go przewracają: głupi tłomoczki, skrzynki swoje opatruje, i na nich leży, a do obrony okrętu nie idzie, i mniema, że się sam miłuje, a on się sam gubi. — Bo gdy okręt obrony nie ma i on ze wszystkiem co zebrał utonąć musi."
Temi tłomoczkami i skrzynkami nie zawsze są bogactwa, w wielu z nich miłość własna i ambicja siedzi... Miłujemy więcej siebie niż ojczyznę, więcej pychę swą niż prawdę, więcej popularność niż Polskę...
Stanie się wola Boża!!
Putbus, 1868 r.
www.ew-art.pl