Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Strona 11
W istocie według nich tolerancja nie jest cnotą ale występkiem, miłość ojczyzny grzechem; zaniedbanie praktyk pewnych dla czynów miłosierdzia usterkiem i t. p. Ultramontanie są, za karą. śmierci, za rządem z łaski Bożej, za cenzurą, za odłączeniem katolików od ludzi innych wiar, przeciw swobodzie myśli i za posłuszeństwem ślepem nawet w rzeczach, w których ono nie było obowiązującem — katolicyzm polski oparty na głębokiem uczuciu religijnem, godził się ze swobodą, sumienia, ufał swej potędze, nie uznając, by ją surowością trzeba było dowodzić, słowem miał charakter całkowicie różny, więcej ludzki, szerszy, swobodnieszy...
W spory o zasady wdawać się tu nie miejsce, poruszamy tę kwestją o tyle o ile ona społeczność naszą i sprawę obchodzi. Faktem jest, że wszyscy jesteśmy katolikami a wielu z nas z nowym katolicyzmem pogodzić się nie umie — faktem też, iż skrajny ów katolicyzm wielu zupełnie od kościoła odstręczył i na bezdroża rzucił.
W takiej wszakże dezorganizacji jak nasza dzisiejsza, przy tej niemocy ogólnej do wynalezienia stałych zasad, z którychby uporządkowanie się wypłynąć mogło silne i trwałe, ultra-katolicy przysługują się pierwiastek ładu i władzy przynosząc z sobą. Nie zostanie on i nie ostoi się w tej postaci w jakiej go nam podają — ale coś z niego może w krew i życie wpłynie.
Potrzeba powagi i karności jest tak wielką, że wszystko, co z sobą żywioły jej przynosi, użytecznem stać się może.
*** *** ***
Żywioły krańcowe rewolucyjne, kochające się w rewolucji dla jej pięknych oczu — dzięki Bogu, znacznie się u nas zmniejszyły... a garstka ludzi stojących przy podartym sztandarze czerwonym bardzo jest szczupłą.
Największy to może zysk, jaki nam z niezmiernych ofiar dni ostatnich wynieść się udało, to żeśmy jaśniej przejrzeli w zasadach rewolucyjnych i przekonali się, że ta choroba co się rewolucją zowie, bywa czasem nieuniknioną, ale nigdy pożądaną nie jest.