Rachunki z roku 1868. Rok 3 (Kraszewski Józef Ignacy)
Strona 10
Jest wiec użyteczny przynajmniej jak wróbel, który wytępia owady, chociaż sam pszenicę wypija.
Nie stoimy tu w żadnym z nim antagonizmie, nie zapuszczamy się w obliczanie możliwych skutków jego, wierząc w to, że pewne idee krańcowe przychodzą, i rodzą się na dobie, z pewnych potrzeb ewentualnych, dla pewnych celów nam nie jasnych — zapisujemy fakt tylko i badamy istnienie jego.
Społeczność nasza dzieli się widocznie na liberalną a swobodną, i ultrakatolicką a posłuszną. Każda z tych ma powody bytu i rolę właściwą, rzekłbym swą konieczność egzystencji.
W stronnictwie (które też klerykalnem zowią) przeważnie zajmują miejsce ludzie wielkiego imienia i mienia; ludzie wielkiej ambicji, ludzie wielkich nawet zdolności a nie mniejszej pychy, poczuwający się do prawa kierowania ruchem społecznym.
Jedno zarzucić można tej doktrynie, to niewolą myśli, ograniczenie swobody umysłu, brak tolerancji, przeciwieństwo z ruchem i trudem wieku, antagonizm z nim, a potem — brak prawdziwie chrześcijańskiego ducha.
Posłuszeństwem kościołowi okupuje się często bezkarność życia płochego, obyczajów lekkich, ostygnięcia dla sprawy kraju. Miljony idą łatwo na interesa katolicyzmu, przeciwko czemu nie nie mamy, ale grosza nie staje na interesa narodowe, które ubierają, jak stracha w czerwone szaty, aby od nich odpędzić.
Naród zubożały jak my dzisiaj, na instytucye pierwszej potrzeby nie ma złamanego szeląga, podtrzymuje wszakże potężnie i władzę świecką i mnóstwo instytucji zupełnie obcych własnej sprawie.
Dzieje się to często przez ręce ludzi życie jak najmniej religijne prowadzących, a w szeregi te zapisanych dla — munduru.
Im krańcowi katolicy, których ojczyzną jest Rzym, silni działają i o życiu swem świadczą, tem też liberalni stoją naprzeciwko nim w wybitniejszej opozycji.
Ale walka nierówna; z jednej strony jest armia stara i dobrze a metodycznie wyuczona, z drugiej powstańcy i ruchawka... Męztwo pojedyńczych ochotników nie zastępuje braku ładu, zapasów, porządków wojennych, dowódzców i sztabu.
Wśród tego najprzykrzejsze jest położenie starych katolików wedle autoramentu polskiego, o miennego, tradycyjnego, którzy wcale od społeczeństwa katolickiego odstać by nie chcieli, a których za to, co ich najdroższą, spuściznę ducha stanowi, wyklinają neo-katolicy z za gór.